
Co właściwie robię? Czy przez nieroztropne, gówniarskie zachowanie i pochopnie podjęte decyzje, nie przekreślam bezpowrotnie swojej jedynej szansy na „lepsze jutro”?
Miliardy pytań, a tak niewiele odpowiedzi.
Bo przecież było by zbyt prosto, nazbyt banalnie. Gdzież podziałby się element zaskoczenia i niewyobrażalna frajda wywołana zaskakującym, zupełnie nieoczekiwanym rozwojem sytuacji? Przecież było by zwyczajnie nudno.
Tymczasem, nieudolnie, błądząc jak we mgle, próbujemy znaleźć swoje własne miejsce w życiu. To jedyne. Wymarzone.
Pragniemy złapać pana Boga za nogi, odnaleźć oazę spokoju, a jednocześnie zaznać wszystkich możliwych eksplozji emocjonalnych.
Brać pełnymi garściami wszystko, co tylko ten świat ma nam do zaoferowania.
Żyć tak, jakby jutra nie było.
Taka właśnie jest młodość. Człowiekowi wydaje się, że może zrobić wszystko, czego tylko zapragnie, że świat legnie u jego stóp, a on będzie żył wiecznie.
Czyżby…?
Czas podjąć ważne decyzje, czas zapanować nad rozszalałymi emocjami, stać się poważnym, odpowiedzialnym, dorosłym…
To już nie przelewki, to prawdziwe życie.
Nie jesteś już dzieckiem.
Żaden pociąg już nie zaczeka, choćbyś wrzeszczał z całych sił. Choćbyś położył się na ziemi, histeryzował i tupał nogami.
On odjedzie, nie oglądając się za siebie.
A ty już nic nie będziesz mógł zrobić, zupełnie nic.
Tak dziecięco, żałośnie bezradny.
Teraz albo nigdy. Zaryzykujesz lub będziesz zmuszony pogodzić się z przegraną, znosić gorzki smak porażki do końca swych dni.
Wybieraj.
Ale… Ale jak to?! Moment, chwileczkę…! To już?! Przecież to zupełnie irracjonalne, po prostu niemożliwe! Przecież jeszcze wczoraj, tak beztrosko gawędziliśmy, śmiejąc się i upijając po raz pierwszy. Jeszcze przed chwilą przyszłość i „ważne decyzje” były oddalone od nas o całe lata świetlne.
Tacy beztroscy. Bez pytań, bez odpowiedzi, bez problemów…
Zachłyśnięci wolnością, marzeniami i zafascynowani życiem samym w sobie.
A teraz… Nagle z dnia na dzień mamy stać się dorośli?! Mamy podjąć decyzje. Które na zawsze mogą zmienić nasze życie? Wejść na ścieżkę, z której nie będzie już odwrotu?
Przepraszam, ale chyba zaszła jakaś cholerna pomyłka. Błąd systemu. Niech ktoś szybko to naprawi, a my wrócimy do swojego bezpiecznego, utopijnego światka.
Przykro mi, ale to nie żaden błąd - to życie. Tu i teraz. Drugiej szansy niestety nie będzie. Wyjścia brak. Żadnej drogi ucieczki. Decyduj.
Ale jak do cholery mogę decydować o całym swoim życiu, mając jedyne 18 lat i pstro w głowie? To niedorzeczne.
I właśnie stąd te rozterki natury egzystencjalnej…
Dzieciństwo bezpowrotnie się skończyło, a ja nie zdążyłam pozbierać zabawek i stoję na rozstaju dróg, z pluszowym misiem przy boku. Roztrzęsiona, zła, zagubiona i cholernie przerażona.
Czy powinnam kierować się intuicją, czy postępować tak, „jak trzeba” – bo tak będzie łatwiej, bezpieczniej. Co tak naprawdę zamierzam zrobić ze swoim życiem? Czy właśnie nie zamykam powoli wszystkich furtek?
Skąd mam to niby wiedzieć?!
I boję się. Paraliżuje mnie strach, nie pozwalający zrobić najmniejszego kroku.
A jednocześnie czuję, jak czas przecieka mi przez palce. Nie mogę znieść myśli, że przegapię ’ten moment’, tą jedyną szansę i tak jak trzy- czwarte społeczeństwa zmarnuję sobie życie.
Marzenia, w których spełnienie tak żarliwie wierzyłam przez te wszystkie lata, będę mogła ze spuszczoną głową schować do szuflady z napisem – niespełnialne.
Tak bardzo chciałabym…
Żyć tak, żebym nie musiała pytać – ‘co by było gdyby?’
Bym mając trzydzieścikilka lat nie musiała zaczynać wszystkiego od początku
I najważniejsze
Abym mogła stanąć przed lustrem
Spojrzeć sobie w oczy
I z czystym sumieniem, uśmiechając się powiedzieć:
Udało się. Jestem szczęśliwa.
Miliardy pytań, a tak niewiele odpowiedzi.
Bo przecież było by zbyt prosto, nazbyt banalnie. Gdzież podziałby się element zaskoczenia i niewyobrażalna frajda wywołana zaskakującym, zupełnie nieoczekiwanym rozwojem sytuacji? Przecież było by zwyczajnie nudno.
Tymczasem, nieudolnie, błądząc jak we mgle, próbujemy znaleźć swoje własne miejsce w życiu. To jedyne. Wymarzone.
Pragniemy złapać pana Boga za nogi, odnaleźć oazę spokoju, a jednocześnie zaznać wszystkich możliwych eksplozji emocjonalnych.
Brać pełnymi garściami wszystko, co tylko ten świat ma nam do zaoferowania.
Żyć tak, jakby jutra nie było.
Taka właśnie jest młodość. Człowiekowi wydaje się, że może zrobić wszystko, czego tylko zapragnie, że świat legnie u jego stóp, a on będzie żył wiecznie.
Czyżby…?
Czas podjąć ważne decyzje, czas zapanować nad rozszalałymi emocjami, stać się poważnym, odpowiedzialnym, dorosłym…
To już nie przelewki, to prawdziwe życie.
Nie jesteś już dzieckiem.
Żaden pociąg już nie zaczeka, choćbyś wrzeszczał z całych sił. Choćbyś położył się na ziemi, histeryzował i tupał nogami.
On odjedzie, nie oglądając się za siebie.
A ty już nic nie będziesz mógł zrobić, zupełnie nic.
Tak dziecięco, żałośnie bezradny.
Teraz albo nigdy. Zaryzykujesz lub będziesz zmuszony pogodzić się z przegraną, znosić gorzki smak porażki do końca swych dni.
Wybieraj.
Ale… Ale jak to?! Moment, chwileczkę…! To już?! Przecież to zupełnie irracjonalne, po prostu niemożliwe! Przecież jeszcze wczoraj, tak beztrosko gawędziliśmy, śmiejąc się i upijając po raz pierwszy. Jeszcze przed chwilą przyszłość i „ważne decyzje” były oddalone od nas o całe lata świetlne.
Tacy beztroscy. Bez pytań, bez odpowiedzi, bez problemów…
Zachłyśnięci wolnością, marzeniami i zafascynowani życiem samym w sobie.
A teraz… Nagle z dnia na dzień mamy stać się dorośli?! Mamy podjąć decyzje. Które na zawsze mogą zmienić nasze życie? Wejść na ścieżkę, z której nie będzie już odwrotu?
Przepraszam, ale chyba zaszła jakaś cholerna pomyłka. Błąd systemu. Niech ktoś szybko to naprawi, a my wrócimy do swojego bezpiecznego, utopijnego światka.
Przykro mi, ale to nie żaden błąd - to życie. Tu i teraz. Drugiej szansy niestety nie będzie. Wyjścia brak. Żadnej drogi ucieczki. Decyduj.
Ale jak do cholery mogę decydować o całym swoim życiu, mając jedyne 18 lat i pstro w głowie? To niedorzeczne.
I właśnie stąd te rozterki natury egzystencjalnej…
Dzieciństwo bezpowrotnie się skończyło, a ja nie zdążyłam pozbierać zabawek i stoję na rozstaju dróg, z pluszowym misiem przy boku. Roztrzęsiona, zła, zagubiona i cholernie przerażona.
Czy powinnam kierować się intuicją, czy postępować tak, „jak trzeba” – bo tak będzie łatwiej, bezpieczniej. Co tak naprawdę zamierzam zrobić ze swoim życiem? Czy właśnie nie zamykam powoli wszystkich furtek?
Skąd mam to niby wiedzieć?!
I boję się. Paraliżuje mnie strach, nie pozwalający zrobić najmniejszego kroku.
A jednocześnie czuję, jak czas przecieka mi przez palce. Nie mogę znieść myśli, że przegapię ’ten moment’, tą jedyną szansę i tak jak trzy- czwarte społeczeństwa zmarnuję sobie życie.
Marzenia, w których spełnienie tak żarliwie wierzyłam przez te wszystkie lata, będę mogła ze spuszczoną głową schować do szuflady z napisem – niespełnialne.
Tak bardzo chciałabym…
Żyć tak, żebym nie musiała pytać – ‘co by było gdyby?’
Bym mając trzydzieścikilka lat nie musiała zaczynać wszystkiego od początku
I najważniejsze
Abym mogła stanąć przed lustrem
Spojrzeć sobie w oczy
I z czystym sumieniem, uśmiechając się powiedzieć:
Udało się. Jestem szczęśliwa.
2 komentarze:
Każdy by chciał, ale tak nie będzie bo ludzie są pojebani i ci to uniemożliwią ;)
Za dużo prawdy w tym tekście...niestety;)
Prześlij komentarz