Pewnych rzeczy nie da się opisać ani logicznie (czy też jakkolwiek inaczej)wytłumaczyć, nie wszystko można zaplanować, a niektóre pytania powinny zostać bez odpowiedzi. Czasami nie ma sensu ciężka rozkmina, rozpatrywanie miliona opcji i tracenie niebotycznych wręcz ilości czasu i energii na zbędne analizy psycho-filo-egzystencjalne. Niekiedy wystarczy impuls, spontan i niemyślenie w szerszej perspektywie. No risk, no fun, jak to mówią.
Coś, co wcześniej wydawało mi się niemalże absurdalne, a już z pewnością absolutnie niemożliwe, nagle stało się zatrważająco realne. W jednym momencie, zupełnie z nienacka, za sprawą kilku zaledwie słów.
I już, o tak.
Co więcej, zaistniała sytuacja wydaje się przybierać dość pożądany obrót i ku mojemu zdziwieniu robi mi całkiem dobrze w głowę. Choć niepewnie, instynktownie i trochę po omacku, to jednak ze sporą dozą zabawy i dziwnych rewolucji w żołądku.
Fuck yeah.