Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mindfuck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mindfuck. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

fuck yeah.


Pewnych rzeczy nie da się opisać ani logicznie (czy też jakkolwiek inaczej)wytłumaczyć, nie wszystko można zaplanować, a niektóre pytania powinny zostać bez odpowiedzi. Czasami nie ma sensu ciężka rozkmina, rozpatrywanie miliona opcji i tracenie niebotycznych wręcz ilości czasu i energii na zbędne analizy psycho-filo-egzystencjalne. Niekiedy wystarczy impuls, spontan i niemyślenie w szerszej perspektywie. No risk, no fun, jak to mówią.
Coś, co wcześniej wydawało mi się niemalże absurdalne, a już z pewnością absolutnie niemożliwe, nagle stało się zatrważająco realne. W jednym momencie, zupełnie z nienacka, za sprawą kilku zaledwie słów.
I już, o tak.
Co więcej, zaistniała sytuacja wydaje się przybierać dość pożądany obrót i ku mojemu zdziwieniu robi mi całkiem dobrze w głowę. Choć niepewnie, instynktownie i trochę po omacku, to jednak ze sporą dozą zabawy i dziwnych rewolucji w żołądku.
Fuck yeah.

wtorek, 19 października 2010

mindfuck.







Minął prawie miesiąc, od przyjazdu do Wrocławia.
Po rozpoczynającym nowy rok akademicki okresie hulanek i swawoli, ogarnia mnie dziwna melancholia.
Znowu nagle spakowałam walizki, zostawiłam wszystko i wszystkich za sobą, żeby uciec na drugi koniec Polski. Do innego życia, ludzi,rzeczywistości…Tak po prostu. Uciekanie nie zawsze dobrze mi wychodzi, a jeszcze rzadziej wychodzi mi na dobre.


Niby wszystko jest tak, jak być powinno, w najlepszym porządku, można by rzec…
A jednak coś zgrzyta, czegoś brakuje.

Rozmazujące się w szybie nocnego autobusu neony raz uspokajają, a innym razem budzą niepokój.
Gdzie jestem?
Ani tu, ani tam.
Gubię się gdzieś pomiędzy.
Wracając do wielkiego łóżka, w którym nikt nie czeka.


„Chcesz być szczęśliwy – ogłup się sam”

W ten, czy inny sposób. Chwilowo,aczkolwiek przyjemnie beztrosko.