wtorek, 19 października 2010

mindfuck.







Minął prawie miesiąc, od przyjazdu do Wrocławia.
Po rozpoczynającym nowy rok akademicki okresie hulanek i swawoli, ogarnia mnie dziwna melancholia.
Znowu nagle spakowałam walizki, zostawiłam wszystko i wszystkich za sobą, żeby uciec na drugi koniec Polski. Do innego życia, ludzi,rzeczywistości…Tak po prostu. Uciekanie nie zawsze dobrze mi wychodzi, a jeszcze rzadziej wychodzi mi na dobre.


Niby wszystko jest tak, jak być powinno, w najlepszym porządku, można by rzec…
A jednak coś zgrzyta, czegoś brakuje.

Rozmazujące się w szybie nocnego autobusu neony raz uspokajają, a innym razem budzą niepokój.
Gdzie jestem?
Ani tu, ani tam.
Gubię się gdzieś pomiędzy.
Wracając do wielkiego łóżka, w którym nikt nie czeka.


„Chcesz być szczęśliwy – ogłup się sam”

W ten, czy inny sposób. Chwilowo,aczkolwiek przyjemnie beztrosko.