poniedziałek, 29 października 2012

Psycholandia.

Układam ciuchy w szafie, żeby uciec przed porządkowaniem myśli w mojej głowie. Jest ich zbyt dużo i są zbyt zagmatwane. Jeden wielki chaos. I ten paraliżujący strach. Przed tym co będzie jutro, za tydzień, w przyszłym miesiącu. Nie potrafię zapanować nad swoimi uczuciami. Na wszystkie możliwe sposoby próbuję uciec. Od myślenia, odpowiedzialności i konfrontacji z rzeczywistością, która totalnie mnie przerasta. Wszystko dookoła wydaje się wyblakłe, pozbawione sensu. Chwilowe i bezwartościowe. Duszę się w uścisku własnej niemocy. Pogrążając się w czeluściach podświadomości, staram się zapomnieć że istnieje. Patrzę na migotliwy teatr cieni w bladym świetle palących się świeczek i myślę o tym jak pięknie mogło by być.


Robię to, czego nie powinnam. W tak wielu aspektach. Może nie chce żeby ktokolwiek zmieniał mój los w jakikolwiek sposób, ze sobą samą na czele. Jasno i klarownie. Żadnych pytań ani odpowiedzi.

Czy warto?

To jedno proste a zarazem niesamowicie skomplikowane pytanie , zdecydowanie mąci mi w głowie.

Chciałabym zostać sama, choć tak panicznie boję się samotności. Jednak jest ona dużo łatwiejsza do zniesienia w pojedynkę, niż wtedy kiedy przeżywasz ją z kimś.

Poczuć wewnętrzny spokój, choć chwilę ukojenia.

Ona ciągle mi powtarza, żebym przestała otwierać okno, bo robię ze swojego pokoju lodówkę. Ale mi wciąż jest duszno, zbyt gorąco, nieprzyjemnie. Cóż, może po prostu ja się duszę, sama ze sobą. Może tak naprawdę walczę z tym co jest głęboko w środku i nie pozwalam temu wyjść na zewnątrz. Nie chcę by stało się rzeczywistością.

Brak komentarzy: