środa, 28 października 2009

Biba.Kac.Biba.Kac.Biba.



Rozpierdol. Wszyscy najebani. Codziennie.

Na czwartym melina z wódką, na szóstym z browarami. Rozbite butelki, klucze w lodówce i połamane łóżka. Ogólny syf, kiła i mogiła.
Kolega z 720 potrafi kraść neta. A do pokoju się włamać też umie? Biba u Miśka, melanż na wnęce, a Jezus żydzi szlugi.Chłopcy grają
w karty i palą blanty. Adam jak zawsze wpada z Kredki. Koncert w Madness'ie i dojebka na piętrze.

Biba.Kac.Biba.Kac.Biba.Kac.Biba

Tu się wydzierają, tam ktoś gra na elektryku. Sami mocni zawodnicy. Szlachta pali drewnem.Cegła przywiózł co trzeba, wiesz o co chodzi.
Butny i homo-żydo-komuno-masoneria. Od południa w Przekręcie. Pety pod meliną, pierwszaki po piwo.
Się dzieje.


Jest dobrze, chwilami nawet bardzo.
Ale...
Wciąż czuję tam, a nie tu.
Nadal mieszkam w Sopocie
A nie we Wrocławiu...

3 komentarze:

dorotka kaczmarek pisze...

omf uchwycilas ziomala!!!! a on tu wciaz czeka na jakiegos nieustraszonego zawodnika..

pszcz pisze...

Brzmi spoko... Ale chcę Cię tu;(

Kokos pisze...

O Kurwa! Musimy się do Ciebie wybrać!! :D Wonderland...